Zjawisko kanibalizmu kojarzy nam się w pierwszej kolejności z przyrodą i występowaniem jednego przedstawiciela gatunku przeciwko drugiemu. To samo zjawisko przeniesiono do marketingu, w którym o kanibalizmie mówimy, gdy podobne produkty jednej marki walczą ze sobą o tego samego klienta. W sieci o naszą uwagę walczą strony internetowe.

Kanibalizm wirtualny nie jedno ma oblicze i zazwyczaj jest wynikiem niedopatrzenia, zaniedbania lub nieświadomie popełnionego błędu. Wyniki w wyszukaniach organicznych mogą się dublować, gdy niezbyt starannie przeprowadzimy optymalizację serwisu. Jak wygląda to w szczegółach?
Załóżmy, że prowadzimy bloga o zabawkach dla dzieci. W serwisach tego typu znajdziemy od groma świetnych artykułów - mnóstwo treści i podstron będących dobrą pożywką dla botów Google'a - a to dany post nam się dobrze zaindeksuje, a to kategoria artykułów "zaskoczy". Często w gąszczu publikowanych informacji możemy się pogubić, którą stroną rankujemy na daną frazę. Pewnego dnia z przykrością stwierdzamy, że nasz wymuskany artykuł pt. "Zabawki edukacyjne" jest w wynikach wyszukania Google'a konkurencją dla tagu naszego bloga o takim właśnie tytule. Co więcej, wpis goni gdzieś tag na kolejnych podstronach, a przecież nie o to nam chodziło. Oczywiście, rozwiązaniem będzie zablokowanie indeksacji sekcji tagów, ale po co zabierać Google'owi to, co lubi najbardziej, czyli TREŚĆ, i samemu na tym tracić?
Zamiast tego sprawdźmy w narzędziu słów kluczowych, czy nie ma dla nas jakiejś słabszej lub mocniejszej frazy na tytuł naszego wpisu:
"zabawki edukacyjne dla dzieci" - 720 wyszukań miesięcznie
lub
"gry edukacyjne dla dzieci" - 6600 wyszukań miesięcznie (tyle co "zabawki edukacyjne"),
a stronę tagów zostawmy frazie "zabawki edukacyjne".
Efektu kanibalizacji słów kluczowych unikniemy, "pomagając" Google'owi zgrupować nasze strony. Jak to zrobić? W skrócie, tytuły pokrewnych sobie stron o hierarchicznym układzie, np. kategorie i podkategorie, optymalizujemy na podobne (nie dokładnie takie same!) frazy, ale dopełniające frazę główną. Dzięki temu wyniki dla kategorii głównej i podstawowych, głównych słów kluczowych, będą lepsze. Więcej przeczytacie w artykule Kiedy nie bać się kanibalizacji słów kluczowych.
Niekiedy mówi się też o kanibalizacji wirtualnej, którą sama nazwałabym pozorną, spowodowaną nałożeniem się na siebie wyników z wyszukiwarki (SEO) z ofertą linków sponsorowanych, pojawiającą się po lewej stronie i nad rezultatami organicznymi. W tym przypadku nie mamy się jednak czego obawiać. Prezentując jednocześnie swoją ofertę w obu miejscach, możemy tylko zyskać. Dlaczego?
Najsensowniej byłoby więc zapytać, po co rywalizować z samym sobą w internecie, skoro żadna branża na brak konkurencji narzekać nie może? Odpowiedź jest aż nazbyt prosta, sprawdźmy zatem, czy sami nie zjadamy rezultatów własnej pracy i pozwalamy naszej stronie, by była jednocześnie atakującym i atakowanym.